2013/04/23

Miasto aniołów

Ostatni post znowu był tutaj bardzo dawno, czyli w marcu. Pomimo moich najszczerszych chęci zwyczajnie nie mam czasu tutaj pisać.
Więc pewnie zastanawiacie skąd tutaj nagle ten post ? Otóż już śpieszę w wyjaśnieniami. Wczoraj natrafiłam na bardzo ciekawy i pouczający film i poczułam się w obowiązku Wam o nim opowiedzieć. Więc do dzieła !

~ ~ ~ ~


Tytuł: "Miasto aniołów"
Reżyser: Brad Silberling
Rok premiery: 1998
Gatunek: melodramat
Czas trwania: 1h 54 min

Anioł stróż zakochuje się w prawdziwej, z krwi i kości, kobiecie i musi wybierać, czy pozostać aniołem, czy stać się śmiertelnikiem, ze wszystkimi jego radościami i cierpieniami.

Szczerze Wam powiem, że natrafiłam na ten film całkiem przypadkiem. Od kilku dni korzystam z hbo go i film widniał tam jako "ostatnia szansa", co oznacza, że dana produkcja będzie jeszcze dostępna tylko przez krótki czas. A że w telewizji nie było nic konkretnego do obejrzenia, to skusiłam się na ten film.

Seth (Nicolas Cage) jest aniołem, który pełni swą misję w Los Angeles (czy zbieżność nazw jest przypadkowa?). Do jego zadań należy pomoc umierającym i towarzyszenie im w ostatniej drodze, ale nie tylko - pomaga również ludziom w ich trudnych chwilach w życiu oraz stara się zapobiegać różnym tragediom. Pewnego dnia Seth spotyka doktor Maggie Rice (Meg Ryan) i zakochuje się w niej. Odtąd nie odstępuje kobiety na krok, a wreszcie postanawia jej się objawić. Maggie jest zaintrygowana tajemniczym mężczyzną. Nie wie, co o nim myśleć. Z czasem rodzi się między nimi głębokie uczucie, a Seth decyduje się na odważny krok. 
Jest to przepiękna, niepowtarzalna w nastroju opowieść o miłości silniejszej niż śmierć. 
Film urzekł mnie narracją, magią obrazu i doskonałym aktorstwem. 
Muszę Wam powiedzieć, że film dotknął mnie do głębi. Jeszcze po jego zakończenie płakałam. Jest to naprawdę wzruszający film, ale polecam wszystkim go obejrzeć. 



2013/03/18

Trudno tak

Tak, wiem, miałam częściej tutaj pisać, zaglądać, ale zwyczajnie nie mam czasu. Prowadzenie dwóch blogów, kilku stron z moimi zdjęciami i nauka to zdecydowanie za dużo i niestety nie daję rady tego wszystkiego pogodzić, więc pojawiam się na większości moich stron tzw. "zrywami", czyli najczęściej w weekendy. Tylko na moim projektowym blogu (365 Lucky Photo Days) pojawiam się codziennie.

~ ~ ~ ~

Wiosna coś w tym roku nie chce do nas przyjść. Pomimo przyjemnego, słonecznego weekendu było mroźno. Z prognoz pogody wynika, że wysokie temperatury jeszcze dłuuugo do nas nie zawitają (na początku kwietnia ma być tylko +5 stopni - jak sobie przypomnę ten sam okres rok temu, to było ciepło, popołudniami chodziło się już w krótkich rękawach i pojawiały się pierwsze burze).
Żeby jakoś bez reszty nie pogrążyć się w "zimowym" odrętwieniu (przypominam, że w czwartek jest pierwszy dzień wiosny, jakby tak ktoś zapomniał xD) zmieniłam sobie tapetę na komputerze oraz na telefonie na wiosenną. Wiadomo, że chciałabym, żeby na zewnątrz było ciepło, przyjemnie i zielono, ale widocznie nie można mieć wszystkiego xD.

~ ~ ~ ~

Pamiętacie mój Słoik szczęścia ?


Znajduje się w nim teraz więcej "sukcesów", ale nie o tym chciałam Wam pisać ;)
Otóż według założeń powinno się go otworzyć w dniu urodzin i podsumować jakoś swoje sukcesy. Jednak byłabym trochę nie w porządku w stosunku do siebie, gdyż powyższego słoiczka nie założyłam w swoje urodziny. Dlatego ogłaszam wszem i wobec, że słoik będzie otwarty 1 sierpnia. Żeby nie zapomnieć o tej ważnej dacie zapisałam już sobie przypomnienie w telefonie.

~ ~ ~ ~

Wiecie co Wam powiem ? Że już mam dosyć tej nauki. Marzę o wolnym czasie i lenistwie. Od października nie robię nic innego tylko się uczę i staje się już to "trochę" męczące. Szczególnie ubolewam nad tym, że nie mam kompletnie czasu na czytanie książek. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam :<
Ale pocieszam się, że do maja zostało już naprawdę mało czasu i za niedługo będzie już po wszystkim (z jeden strony fajnie, że jest mało czasu, bo już będę po, a z drugiej strony źle, bo mało czasu a jeszcze jest "trochę" spraw do ogarnięcia).

~ ~ ~ ~

Za kilka dni Wielkanoc. Uwierzycie ? Jakoś nie czuję tych świąt. Zresztą nigdy nie czułam.
Chociaż nie, jak byłam małym dzieckiem to czułam - wiecie, koszyczek, jajka, święconka i te sprawy. Jednak w miarę dorastania, gdzieś to się ulotniło.
A Wy co myślicie o Wielkanocy ?

* * *

Zdjęcie na dzisiaj: jesienna pora

2013/02/15

Dzisiejsza muzyka

Miało posta nie być, bo w sumie niedawno był i nie mam Wam do przekazania praktycznie nic nowego ode mnie, ale jak to bywa nocną porą natrafiłam na pewien bardzo interesujący filmik.

~ ~ ~ ~

Znacie taką postać jak Grzegorz "Dakann" Barański ? Jest on autorem słynnych filmików "Piątek" i wielu innych tworzonych pod przewodnictwem wp.pl.
Większość klipów z serii "Piątek" jest naprawdę fajnych, można się pośmiać, bo Dakann nie owija w bawełnę, tylko mówi wszystko prosto z mostu, a że jest młodym człowiekiem niektóre poglądy pokrywają się z moimi.
Ale przejdę do meritum. Jak wiecie dzisiejsza muzyka no...do najlepszej nie należy. Na polskim i światowym rynku znajdzie się zaledwie kilku wykonawców, których muzyki można posłuchać, a teksty ich piosenek są ambitne i niosą w sobie jakiś przekaz. Ale takie jest zdanie nielicznych.
Większość na ślepo podąża za trendami typu Justin Bieber czy zespół Weekend. Nie zamierzam tutaj co prawda nikogo krytykować, bo każdy ma prawo słuchać czego chce, jednak...
Pozostawię to już bez komentarza i głos oddaję Dakannowi: Muzyka

* * *

Zdjęcie na dzisiaj: nienawidzę pająków (ale fajnie wychodzą na zdjęciach)




2013/02/11

Come back !

Oj...jak ja tutaj dawno nie pisałam. Pewnie większość z Was już zapomniała o tym blogu, dlatego teraz Wam się przypomnę i napiszę co się ze mną działo w tym czasie, kiedy mnie tu nie było (ostatni post, który napisałam był 7 stycznia i była to recenzja filmu, natomiast taki post "o mnie" był 31 grudnia 2012 roku).

~ ~ ~ ~

Zacznę od początku.
Nowy Rok zaczął się dla mnie dobrze, miałam dużo pracy - głównie nauki do matur, bo z powodu świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra miałam trochę zaległości. Opanowanie tego wszystkiego zajęło mi prawie 2 tygodnie. Jednak pomimo nawału zajęć miałam dobry nastrój, byłam pozytywnie nastawiona i z chęcią wykonywałam wszystkie zobowiązania.
Aktualnie mam jakiś kryzys "naukowy". Ciężko jest mi się zmusić do jakiejkolwiek nauki. Ale niestety muszę, bo czasu mało zostało i lenistwo w tej fazie przygotowań nie jest wskazane.
Do końca tego tygodnia mam w planach zakończyć tzw. naukę harmonogramową (miałam opracowany przez siebie harmonogram zgodny z tematami w książkach) a potem...nie chcę nawet myśleć co mnie czeka. Mam masę książek do przeczytania, multum zadań do zrobienia, dużo prac z wosu i historii do napisania i wiele, wiele innych rzeczy, o których na razie nie chcę myśleć. A to wszystko tylko do końca marca (!!) bo od 2 kwietnia (w święta się uczyć nie będę) rozpoczynam powtórki, czyli książki, notatki, mapki, teksty źródłowe i nie wiem co jeszcze pochłonie mnie bez reszty.

~ ~ ~ ~

Od 1 stycznia oprócz nauki pochłonął mnie mój fotograficzny projekt. Każdy kto śledzi mój drugi blog, może tam czasami odnaleźć jakieś drobne informacje o tym czym się aktualnie zajmuję, bądź co mnie trapi. Jednak zauważyłam, że jakoś trudniej mi się tam pisze o sobie. Tamten blog nie jest przeznaczony do pisania jakiś elaboratów o moim życiu. Taki cel przyświeca temu blogowi. Dlatego teraz postaram się częściej tutaj zaglądać (ale nic Wam nie obiecuję, bo będzie to uzależnione od ilości pracy, jaką będę mieć do wykonania).

~ ~ ~ ~

Czas płynie szybko i ani się obejrzałam a już jest połowa (!!) lutego. Nie mogę po prostu w to uwierzyć. To jest niemożliwe.
Znaczy to ni mniej, ni więcej, że do matury zostało tylko 2 i pół miesiąca. To bardzo mało i obawiam się, że nie zdążę ze wszystkim. Jednak jak to się mówi: "Raz kozie śmierć" - na 100% z matur nie liczę, wystarczy mi jakieś 60-70% (oby...błagam *please*)

~ ~ ~ ~

Pewnie niektórzy z Was pamiętają o tym, że miałam tutaj dodawać "posty bajkowe". Uspokoję Was - posty będą, ale po maturach. To Wam mogę obiecać (o ile dalej jesteś nimi zainteresowani). Teraz zwyczajnie nie mam na to czasu, bo trzeba temu poświęcić dłuższą chwilę.

~ ~ ~ ~

Wiem, że podsumowania postanowień noworocznych robi się po 12 miesiącach, ale ja postanowiłam teraz zrobić takie mini-podsumowanie, żeby zobaczyć jak wygląda ich realizacja.
* Projekt fotograficzny idzie mi dobrze, nawet bardzo dobrze. Na początku spędzałam naprawdę dużo czasu nad zrobieniem zdjęcia (początkowo z powodu braku czasu, zdjęcia robiłam w nocy), potem napisaniem posta, dopracowaniem go itp.,itd. Teraz idzie mi to już szybko i zajmuje nie więcej niż 30-40 minut. W przyszłości może będzie jeszcze krócej :D
* Hmmm...jeśli chodzi o przygotowywanie się do matur to już pisałam wyżej. Na razie dominuje u mnie kryzys. Przesilenia nie widać na horyzoncie.
* "Nie odkładać niczego na później" - chyba mi się to udaje, ale jest trudno. Ale muszę to w sobie wypracować przed październikiem. Uważam, że jeśli wykształcę w sobie tą cechę, to na studiach nie raz z niej skorzystam :)
* "Więcej i częściej czytać książki" - tutaj niestety muszę się przyznać nie idzie mi dobrze. Czytam mało, tylko w weekendy (co aczkolwiek teraz ulegnie zmianie na gorsze bo będę mieć więcej nauki). Jedną książkę "męczę" naprawdę bardzo długo (co w wakacje potrafię ją przeczytać w 2-3 dni)
* "Przestać się lenić" - totalna porażka.
* "Pójść na studia" - to postanowienie musi poczekać do października (mam nadzieję, że tego roku ^^)
* "Pisanie papierowego pamiętnika" - staram się pisać codziennie, jednak czasami zdarza mi się zwyczajnie zapomnieć, więc potem uzupełniam sobie te zapiski.

* * *

Zdjęcie na dzisiaj: jesienne wspomnienie


2013/01/07

Zabójca z autostrady I-5

Miałam pisać tylko o filmach i książkach, który wywarły na mnie pozytywny wpływ, jednak, gdy obejrzałam film "Zabójca z autostrady I-5" musiałam napisać o nim kilka (nie ukrywam, że niemiłych) słów.

~ ~ ~ ~



Tytuł: "Zabójca z autostrady I-5"
Reżyser: Allan Kroeker
Rok premiery: 2011
Gatunek: thriller
Czas trwania: 85 minut

Na początek przytoczę Wam oficjalny opis filmu:

Mroczny thriller opowiadający prawdziwą historię polowania na seryjnego mordercę, który dokonywał swoich zbrodni wzdłuż jednej z amerykańskich autostrad.
Na terenie Stanów Zjednoczonych działa tajemniczy seryjny morderca, który jest podejrzany o popełnienie 14 zabójstw oraz wielu przestępstw na tle seksualnym. Wiadomo o nim jedno - swoich zbrodni dokonuje wzdłuż autostrady I-5 biegnącej przez stany Waszyngton, Oregon, Kalifornia. Próby jego identyfikacji podejmuje się detektyw Dave Kominek (John Corbett), człowiek, który odkrył, że za na pozór niepowiązanymi ze sobą morderstwami stoi ten sam człowiek. Trzymający w napięciu thriller telewizyjny o polowaniu na seryjnego mordercę. Scenariusz filmu powstał na podstawie opartej o prawdziwe wydarzenia książki autorstwa Ann Rule – napisała go Teena Booth (Pięć dziewczyn z Teksasu, Natalee Holloway, Niesłusznie skazany). Reżyserem obrazu jest Kanadyjczyk Allan Kroeker (seriale Star Trek: Stacja kosmiczna, Czynnik PSI, Battlestar Galactica), a zagrali w nim, m.in.: zdobywca dwóch nominacji do Złotego Globu za role w serialach Przystanek Alaska i Seks w wielkim mieście John Corbett (także: Moje wielkie greckie wesele, Granice miłości), również nominowana do tej nagrody Bo Derek (Dziesiątka, Tomcio Grubasek, Raperzy z Malibu) oraz Sara Canning (serial Pamiętniki wampirów).

No chyba sami przyznacie, że po takim opisie można spodziewać się dobrego filmu prawda ?
Ja w sumie na ten film zdecydowałam się przez przypadek - nic nie było ciekawego w nocy w telewizji, no to przełączyłam na HBO2 i akurat zapowiadali ten film: "Oparty na prawdziwej historii". Muszę Wam powiedzieć, że uwielbiam filmy oparte na faktach, bo wtedy wiem, że to co oglądam działo się na prawdę (w  takiej samej, bądź w odrobinę zmienionej wersji). 
Nocna pora - idealny czas na "mroczny thriller". Jeśli by to tylko była prawda...
Zacznę od tego, że lubię filmy o seryjnych mordercach (tak, to jest ten moment, w których powinniście zacząć się bać). Liczyłam na dobry film, skupiający się na psychice mordercy, a otrzymałam...jakiś bezsensowny gniot.
Już od samego początku, możemy czuć się nieco skołowani. Zbrodnie ukazane są w krótkich przebłyskach - tylko jedna z nich, z której jedna z ofiar uchodzi z życiem, pokazana jest bardziej szczegółowo. Osobiście bardzo mi się to nie podoba. Nie, żebym była jakąś wielką zwolenniczką lejącej się na ekranie krwi (bo jeśli bym  tego chciała, to obejrzałabym sobie "Piłę"), ale lubię, gdy ukazana jest zbrodnia i jej ofiary. Tutaj się z tym nie spotkamy - mamy najczęściej suche opisy zbrodni. 
Kolejnym moim zarzutem pod adresem tego filmu, jest zero akcji. Wszystko dzieje się od morderstwa do morderstwa i tyle. Bohaterowie są tak jakby zawieszeni w jakiejś przestrzeni i my, jako odbiorcy, mamy wrażenie, że są odcięci od rzeczywistości. 
Lubię, gdy filmy o seryjnych mordercach skupiają się na ich psychice. Wtedy mogę poznać, dlaczego dokonali tych zbrodni i jakie były ich motywacje. W tym filmie zostaliśmy pozbawieni tego (moim zdaniem) najważniejszego aspektu tego rodzaju filmów. O przeszłości zbrodniarza, dowiadujemy się tylko tyle, że w młodości lubił się obnażać (no jeśli to miała być "analiza jego psychiki" no to ja dziękuję bardzo -.-) 
Całościowo o filmie mogę powiedzieć tyle: jest dziwny. Dziwna jest sylwetka mordercy (podobno prawdziwa - jak było powiedziane na początku filmu), dziwna jest relacja, które nawiązuje się między detektywem Kominkiem (kto wymyślał to nazwisko...), a Beth Williams (jest to jedna z tych ofiar, które przeżyły atak mordercy, pomimo strzału głowę), samo poszukiwanie mordercy jest dziwne i w pewnym momencie się pogubiłam, co się dzieje, kto akurat jest na ekranie i co on tutaj robi. 
Ogólnie filmu nie polecam. Spodziewałam się na prawdę czegoś porządnego typu: "Zodiak" (również film oparty na faktach), a tutaj wielkie rozczarowanie. Myślę, że raczej jest to spowodowane długością filmu (tylko 85 minut). Gdyby film był dłuższy, moglibyśmy się spodziewać czegoś lepszego (taką mam nadzieję), a tutaj tymczasem mam wrażenie, że reżyser chciał wszystko upchnąć w 85 minutach. Upchnięcie mu się udało, ale z jakością już nie jest tak dobrze. 


Na youtubie znalazłam opisany wyżej film z polskim lektorem - kto jest odważny, może obejrzeć

2013/01/05

Steve Jobs - Walter Isaacson

W ostatnim poście pisałam Wam o tym, że w Nowym Roku chciałabym na blogu umieszczać recenzje obejrzanych filmów i przeczytanych książek.
Na pierwszy ogień idzie książka, którą wygrałam w konkursie Komputer Świata.

~ ~ ~ ~



Tytuł: Steve Jobs
Autor: Walter Isaacson
Liczba stron: 730

               Książkę przeczytałam już dawno, bodajże w czerwcu 2012 roku. Sama osobiście nie jestem jakąś wielką fanką Apple (wiadomo, jak każdy chciałabym mieć iMaca), ale Steve Jobs jest dla mnie przeogromnym autorytetem i wzorem.

              Steve Jobs to genialna biografia napisana przy współpracy samego Steve'a Jobsa. Jej autor - Walter Isaacson - to twórca bestsellerowych biografii Benjamina Franklina i Alberta Einsteina.
Walter w ciągu dwóch lat przeprowadził ponad czterdzieści rozmów z Jobsem. Jednak nie poprzestał na tym. Rozmawiał z ponad setką osób: członkami rodziny, przyjaciółmi, przeciwnikami, konkurentami i kolegami Steve'a.
Czytając książkę stajemy się świadkami pełnego wzlotów i upadków życia twórczego przedsiębiorcy. Jego nadludzka energia oraz perfekcjonizm (szczególnie to ostatnie) zrewolucjonizowały sześć (!) branż: komputery osobiste, filmy animowane (dla tych, którzy nie wiedzą co łączy Steve'a Jobsa i słynny Pixar odsyłam do książki ;)), muzykę, telefony, tablety i DTP (przygotowywanie dokumentów do publikacji elektronicznej).
Pomimo tego, że Jobs współpracował przy powstawaniu tej książki, nie domagał się kontroli nad tym, co zostanie w niej ujęte, ani nawet prawa do przeczytania jej przed wydaniem ! Niczego nie zatajał. Osobiście nawet zachęcał ludzi, których znał, by wypowiadali się o nim szczerze. Zresztą sam otwarcie (czasem okrutnie) wypowiadał się o tych, z którymi współpracował czy konkurował. Wypowiedzi jego przyjaciół, wrogów i kolegów sprawiają, że książka jest w 100% autentyczna. Dzięki temu poznajemy bez żadnych upiększeń pasje, perfekcjonizm, obsesje, artyzm, przewrotność i kompulsywną żądzę kontroli tego wybitnego umysłu. Wszystkie te cechy ukształtowały podejście Jobsa do biznesu oraz innowacyjności.
Jego niektóre cechy charakteru potrafiły doprowadzić otaczających go ludzi do furii a nawet rozpaczy.
Jednak jego osobowość oraz jakość produktów, które tworzył były ze sobą powiązane, tak samo jak komputery i oprogramowanie Apple, w jeden zintegrowany system.
            Książka może odstraszać swoją grubością (jakby nie patrzeć, jest to spora cegła). Czytając pierwsze rozdziały bardzo szybko można się do niej zrazić, jednak gdy się przez nie przebrnie, potem jest już coraz ciekawiej. Zagłębiamy się w świat wynalazków, pasji, ale również pewnych indywidualności oraz ekscentrycznych zachowań Jobsa (to, że trzymał bose nogi na stole w czasie narad to najdelikatniejszy przejaw jego geniuszu). Zdecydowanie jest to pozycja, którą warto polecić każdemu, bez względu na to, czy jest on fanem Apple, czy też nie. Z wielką chęcią bym do niej wróciła, ale mam za dużo książek do przeczytania. Ale kiedyś na pewno przeczytam ją jeszcze raz.

2012/12/31

Happy New Year and... Happy Birthday

I mamy dzisiaj Sylwestra. Dla niektórych zwykły dzień w roku, dla większości noc zabaw, toastów o północy, fajerwerków i postanowień noworocznych.



Czym ta noc jest dla mnie ? Sądzę, że jakiegoś rodzaju zakończeniem. Stary rok się kończy, zaczyna się nowy, który przynosi nowe nadzieje, szanse i możliwości.



W 2013 roku czeka mnie dużo wyzwań.

  • Wracam do pisania papierowego pamiętnika. Nie wiem dlaczego porzuciłam tą formę wyrażania tego, co siedzi w mojej głowie. Pewnie przez przygotowania do matur, masę roboty w szkole, robienie prawa jazdy i wielu innych rzeczy, które zajmowały mi czas na przełomie 2011 i 2012 roku. Ale od 1 stycznia wracam do pisania - już nawet mam zakupiony specjalny zeszyt, żeby łatwiej było mi się zmobilizować :)
  • Od 1 stycznia zaczynam mój fotograficzny projekt 365 Lucky Photo Days. W sumie była to spontaniczna decyzja - pewnego dnia wstałam i postanowiłam: "Robię ten projekt ! " I już - postanowione. Dla wszystkich zainteresowanych polecam mojego bloga, specjalnie założonego na potrzeby tego projektu: 365 Lucky Photo Days. Mam nadzieję, że poradzę sobie i nie polegnę :) Trzymajcie kciuki :)
  • Chciałabym więcej czytać. Bardzo to lubię, a teraz jakoś nie mam na to czasu. Najwyższa pora to zmienić. Na czytniku czeka na mnie przeogromna ilość książek i postaram się, żeby długo na mnie nie czekały ;)
  • Wiadomo, w maju piszę rozszerzoną maturę z historii i wosu, a więc muszę się teraz przyłożyć do nauki, żeby maksymalnie wykorzystać ten czas (zostały tylko 4 miesiące). Liczę na to, że mi się uda :)
  • No i najważniejsze wyzwanie: w końcu pójdę na studia. Nieważne, czy będzie to prawo, czy psychologia - idę i już ! 



Z racji tego, że nie jestem dobra w składaniu życzeń muszę się posiłkować tzw.:"gotowcami". Nie chciałam, żeby były to pierwsze lepsze z brzegu życzenia, dlatego postarałam się i znalazłam coś wyjątkowego:

Po zaciemnionym niebie biegnie smuga kolorowa, z ogonem rozpryskującym się po królestwie nocy.
Po chwili znika w blasku księżyca, tak jak rok miniony. Lecz coś po nim pozostanie – wspomnienia i marzenia.
Szczęście i te dni gorsze, słowa raniące i te kojące. Uśmiech igrający ze łzami.
A ja życzę Wam, aby te wspomnienia, które pozostaną w pamięci w Nowym Roku były inne.
Z marzeniami, masą dobrych dni, słowami płynącymi z serca, które uszczęśliwią, wspomnienia z masą miłości i przyjaźni.





~ ~ ~ ~

Na pewno zapytacie mnie, czy robię jakieś postanowienia noworoczne. Myślę, że te wyzwania, które wymieniłam powyżej już w jakimś sensie są właśnie takimi postanowieniami. Do tego mogę dołożyć jeszcze jedno, najważniejsze: Przestać się lenić (a w skrócie - spiąć dupę). Ja nie wiem, jakby gdzieś były zawody w lenistwie, to pewnie bym je wygrała (oraz zawody w odkładaniu wszystkiego na później - w tym to już jestem mistrzynią) xD


Nie mówię, że jestem takim typowym przykładem lenia, który kompletnie nic nie robi. Bo jeśli postanawiam sobie, że danego dnia się będę uczyć, to się uczę. Tylko naprawdę jest mi ciężko się zmusić i czasami zmniejszam sobie partię materiału, który miałam opanować danego dnia i w związku z tym na następny dzień mam tego więcej i...znowu wracamy do punktu wyjścia -  właśnie to chcę zmienić. 


A to moja najczęstsza pozycja, gdy mam się uczyć xD
Ciężko się z niej podnieść...

~ ~ ~ ~

Jeśli chodzi o prowadzenie dwóch blogów to postaram się to jakoś pogodzić. Wiadomo, że blog z projektem fotograficznym będzie aktualizowany codziennie. Natomiast co się tyczy tego bloga to nie wiem jak to będzie. Na pewno będą posty bajkowe (które w wolnych chwilach będę sobie przygotowywać z wyprzedzeniem) i nie zostawię Was też tak całkiem bez wiadomości o mnie. Ale wszystkich zainteresowanych odsyłam na bloga "projektowego" bo tam będą się pojawiać aktualne i najnowsze informacje o mnie i o tym co się u mnie dzieje...tak sądzę :)
Zresztą nie mogłabym zostawić tego bloga. Po prostu się do niego przywiązałam. 

~ ~ ~ ~

Postanowiłam połączyć tego posta z postem urodzinowym, gdyż nie wiem jak to będzie z czasem po nowym roku, bo mam dużo rzeczy do zrobienia. Tak, mój blog będzie obchodził 4 stycznia swoje pierwsze urodziny. 


Post podsumowujący co się działo do tej pory u mnie możecie znaleźć tutaj: 9 miesięcy
Był to post z okazji...hmmmm, jak to nazwać..."końca ciąży" mojego bloga XD Mój blog stał się moim małym dzieckiem. 
Czy coś się zmieniło od tej pory ? Hmm, trudno powiedzieć. 
  • W moim prywatnym życiu było dużo zawirowań, o których nie chcę tutaj pisać. Teraz powoli wszystko zaczyna się układać (tak sądzę) i mam nadzieję, że do końca stycznia sytuacja powinna się już unormować :)
  • Jeśli chodzi o maturę, to nadal jestem zadowolona ze swojego wyniku uzyskanego w maju. Teraz tylko dwie "małe" maturki i wszystko powinno się udać :)
  • Po upływie kilku miesięcy od września, zdałam sobie sprawę, że podjęta przeze mnie decyzja dotycząca rezygnacji ze studiowania psychologii była dobra. Nawet jeśli nie dostanę się na prawo, to będę wiedzieć, że próbowałam. A rok przerwy na pewno mi się należał :)
  • Rozwinęłam się fotograficznie. Czytam dużo porad, artykułów (polskich i anglojęzycznych), książek. Mogę wręcz powiedzieć, że zakochałam się w fotografii na nowo (czego wynikiem jest mój noworoczny projekt).
    Kilka dni temu na moim koncie na deviantarcie pojawił się bardzo miły dla mnie komentarz. Przytoczę go Wam w całości:
    Bardzo podobają mi się Twoje fotografie - niezwykle klimatyczne i nastrojowe, mają to coś. Szczególnie lubię te świąteczne, patrząc na nie, wręcz czuje się zapach potraw i choinki ;) W ogóle, to myślałam, że zajmujesz się profesjonalnie fotografią, bo Twoje zdjęcia są na wysokim poziomie.
    Po przeczytaniu tego komentarzu tak ciepło mi się zrobiło na sercu, że nawet sobie nie potraficie tego wyobrazić <3
  • Projekt szczęście - co z nim ? Szczerze Wam powiem - nie wiem. Na pewno jest ze mną lepiej niż w czerwcu czy w lipcu, ale niedawno znowu było gorzej. Jednak święta i kilka rzeczy, które wydarzyły się po nich znowu nastawiły mnie pozytywnie i raczej nie zapowiada się, żeby było gorzej :) Sądzę, że jeszcze przed 2 stycznia (bo od tego dnia kończy się moja "prywatna" przerwa w nauce) sięgnę po mój "Zeszyt szczęścia", poczytam i być może dopiszę coś nowego, inspirującego na ten nowy rok. 
~ ~ ~ ~

A jeśli chodzi o takie całościowe podsumowanie całego roku 2012 to zacznę od początku (o ile skleroza nie pożarła jakiś ważnych elementów mojego mózgowia xD)
  • W grudniu 2011 roku zrobiłam prawo jazdy. Dokładnie 9 grudnia, czyli niedawno minął rok, od kiedy mam tą małą, plastikową plakietkę (tak, wiem, to było przed założeniem bloga, ale było to wydarzenie dla mnie ważne)
  • Następnie od stycznia pochłonął mnie wir nauki. Z racji tego, że nagle, magicznie miałam więcej czasu (bo już nie musiałam chodzić ani na wykłady ani na jazdy) to w całości poświęciłam go na naukę. A jej było sporo, naprawdę sporo. I tak czas upłynął do końca kwietnia, kiedy to było zakończenie roku szkolnego.
  • Maj 2012 - na pewno długo zapadnie mi w pamięć. Stres ogromny, nieprzespane noce, ostatnie wkuwanie, byle tylko jak najlepiej zdać wszystkie egzaminy. I tak 18 maja zakończyłam wszystkie matury, aby oddać się błogiemu lenistwu.
  • 29 czerwiec 2012 - wyniki matur. Dla mnie pozytywne, nawet bardzo. 
  • Połowa lipca (dokładnych dat już nie pamiętam) - najpierw wiadomość, że dostałam się na psychologię, a potem jak grom z jasnego nieba - nie dostałam się na prawo. Po dwóch dniach rozważań stwierdziłam, że pójdę na studia i jednocześnie będę się przygotowywać do matury rozszerzonej z historii.
  • Sierpień - zmiana warunków rekrutacji na prawo, a co za tym idzie zmuszona byłam podjąć decyzję o zdawaniu jeszcze jednego przedmiotu, i to najlepiej na rozszerzeniu. Po przemyśleniu wszystkich plusów i minusów postanowiłam, że daruję sobie studiowanie i w pełni poświęcę się nauce. Uważam, że była to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. 
  • Październik - początki bywają trudne. I tak też było u mnie. Zanim przyzwyczaiłam się do nauki była już druga połowa października. Ale potem szło już łatwo...
  • Listopad - pojawiły się wątpliwości dotyczące zdawania matury rozszerzonej z historii. Byłam nawet gotowa z niej zrezygnować ! Ale po przemyśleniu wszystkiego, zostaję przy opcji historia + wos.
  • Grudzień - dużo zawirowań, naprawdę dużo. Dopiero po świętach wszystko uległo uspokojeniu i wyciszeniu. 
Ufff, dotarłam do końca. Jak widzicie rok był intensywny.
Blog również przeżył kilka małych rewolucji:
  • nowy, stały szablon
  • zmiana języka publikowania (angielski -> angielski + polski -> polski)
  • z bloga zwykłego, na którym pisałam co się u mnie dzieje, przeszedł ewolucję w kierunku bloga osobisto - kulturalnego (tak sobie myślę, że w Nowym Roku może będą się pojawiać na blogu, oprócz postów bajkowych, recenzje filmów bądź książek, które jakoś zapadły mi w pamięć - co o tym sądzicie ?)
  • w ciągu tego roku był taki moment, że chciałam bloga zlikwidować - dobrze, że tego nie zrobiłam

* * *

Zdjęcia na dzisiaj: długo zastanawiałam się nad zdjęciem, gdyż chciałam dodać takie, które podsumuje jakoś cały ten mijający rok. I niestety nie znalazłam takiego. Dlatego dodam zdjęcia z porannych sesji. Dlaczego ? Ponieważ były to najlepsze (dla mnie) momenty w mijającym roku - ta wyjątkowa cisza o poranku, drobne kropelki rosy pokrywającej roślinki, cała przyroda budząca się z nocnego snu. Jeśli tylko będzie okazja w te wakacje z ogromną chęcią to powtórzę.
Wiem, że zdjęć jest dużo, ale mam nadzieję, że Wam się spodobają :)